Publicystyka

Bottom - wywiad 16.02.2013, 13:52


Bottom z Zagłębia pogrywa już od dobrych paru lat, choć egzystują bardziej na uboczu, nie robiąc nic na siłę. To pewnie dlatego tak długo kazali czekać na swój nowy materiał zatytułowany „Maszkarada”, który chociaż dość ciężki do zaszufladkowania, zawiera kawał świetnej, agresywnej muzyki, w której mieszają się wpływy metalu, hardcore`a czy grindu. Na kilka moich pytań odpowiedział głównodowodzący tej ferajny – Marek. 

 

Strzała, na początek chciałem pogratulować naprawdę konkretnego materiału.  Dlaczego aż 5 lat zajęło Wam skomponowanie nowego materiału? Jak waszym zdaniem zmieniło się Bottom w przeciągu tego czasu?

Czołem. Dzięki za gratulacje. Fajnie, że się podoba. Wiesz, mamy radochę z grania, ale nie powiem, żeby nie cieszyło nas to, że i innym się to może podobać:).

Fakt, „Deklarację Morderców” i „Maszkaradę” dzieli 5 lat, ale nie jest tak, że właśnie tak długi był czas robienia materiału na „Maszkaradę”. Promo z 2008r. to już materiał z „Maszkarady”, a że całość wyszła dopiero w 2011r., przy czym stała się bardziej dostępna z końcem 2012r, to już całkowicie inna bajka hehe. Niektóre kawałki na „Maszkaradzie”, na dzień dzisiejszy, mają już jakieś 7-8 lat, np. „Wiarołomcy” hehe. Wiąże się to z Twoim drugim pytaniem. Po wydaniu „DM”, starczyło Nam sił tylko na wejście do studia i nagranie „Maszkarady”. Na zrobienie cokolwiek „przy niej” – już nie. Życie! Samo nagrywanie, z uwagi chociażby na Zeda, który był – i w sumie nadal jest – totalnie zapracowanym człowiekiem, też nie zajęło chwili. W tamtym okresie zdecydowaliśmy wypuścić 5 kawałków na promosie i na spokojnie kończyć płytę. A potem… zaczęły się pojawiać żony, zaczęły się rodzić dzieci, ktoś był ambitny w pracy i siedział po godzinach, ktoś inny miał dużo wyjazdów, jeszcze inny budował/remontował dom, a jeszcze ktoś inny miał zwyczajnie „lenia”… ale każdy miał mało sił, mało czasu i chyba zbyt mało chęci, aby te siły i czas odnaleźć. Potem problem z drukarnią itd… Jak już było kilkaset sztuk gotowych i odpicowanych płyt w szafie… to poleżały sobie jeszcze rok:).

I dochodzimy do teraźniejszości… obrót spraw o 180 stopni, co mnie zajebiście cieszy:) . Kiedyś mieliśmy taki rok, w którym zagraliśmy więcej koncertów niż prób. Teraz próby są praktycznie dwa razy w tygodniu, ciśnienie na granie maksymalne, a i morda się cieszy z każdej próby. Nowe kawałki robią się błyskawicznie, studio na kolejny materiał zaklepane. Wiesz, nie mieliśmy nigdy ciśnienia na jakkolwiek pojętą karierę. Zawsze do wszystkiego podchodziliśmy luźno i cieszyło nas samo granie. Potem zrobił się mętlik, a teraz wszystko wróciło na właściwe tory. Jest zabawa i oto chodzi. Jak widać po tym wywiadzie, z płytką również zaczęło się „dziać więcej”. Pojawiają się recenzje, nawet cholera profil na FB utworzyłem haha. Tak więc w ciągu tych kilku lat, Bottom zatoczyło koło i jest zajebiście:).

Jak podkreślacie, ciężko jest Wam określić gatunek, który gracie. Czy mieszanka, którą serwujecie wynika z Waszych szerokich zainteresowań muzycznych czy może każdy z członków Bottom jest jakby z „innego klimatu” i to przekłada sie na charakter muzyki?

Nie tylko Nam jest ciężko:). Zerknij na recenzje, czy to „Deklaracji…”, czy też „Maszkarady” właśnie. Sam zresztą w recenzji użyłeś dość szerokiego spektrum stylów przez nas granych, a Ciebie słyszanych…  Ktoś ostatnio ujął to słowami „klinicznie czysty napierdol”. Wybrnął z szufladek i w tym rzecz. Poza tym, ładnie to ujął:). Nigdy nie byliśmy zespołem HC, ale też nigdy nie byliśmy zespołem metalowym (może za wyjątkiem początków i demka „Strachness”, tam było thrash metalowe szycie, ale to było 16 lat temu). Ludzie słyszą w Nas hard core, thrash metal, death metal, grind core, a ostatnio coś nawet czytałem o power violence i Rammstein. Jak widzisz – rejony penetracji ogromne:). I dobrze. Każdy z nas słucha takiej muzyki, w takim szerokim spektrum. Poza wspomnianymi gatunkami, przewijają się rzecz jasna jeszcze inne, aczkolwiek nie mają przełożenia na graną przez nas nutę. Np. Ojciec lubi „slammingbrutalgorechujasłychaćtylkotypwarczydeathmetal”, a dla mnie to już jest perwersja muzyczna. Ja lubię posłuchać np. Emperor, Anaal Nathrakh, Elend, King Diamond, Converge czy God Is An Astronaut – Janek nie da rady. Dla niego stare załogi hc, death metalowe i przede wszystkim grind core’owe to świętość. No jeszcze stara Sepa. Piter to stary core’owiec, Panterowiec i crustowiec, ale nie pogardzi np. Benighted czy Napalmami. Gigol…kurcze nie wiem, bo On się w ogóle mało odzywa:)… a poważniej, to słucha klimatów zbliżonych do Janka.  Gramy to, czego lubimy słuchać, a że zainteresowania szerokie, to taki konglomerat wychodzi. Po recenzjach myślę, że takich jak nas jest więcej:).

Jesteście zespołem na bardzo dobrym poziomie, ale stosunkowo mało znanym. Co może być tego przyczyną? Nie przykładacie chyba zbyt dużej wagi do promocji i nie walczycie o fanów na fejsie, jak masa młodych kapel? :)

Nie mamy managera, nie pijemy z odpowiednimi ludźmi i nie śpimy z nimi w namiotach na wszelkich możliwych brutalach, obscenach, hellfestach, mamy wąskie grono przyjaciół:). A poważniej… Taaa…. poniekąd odpowiedziałem w pierwszym pytaniu. Byliśmy w czarnej dupie przez kilka lat łącznie. W latach 1999-2002 i 2008-2011 ciężko to wszystko u nas wyglądało, między innymi przez to, o czym była mowa wcześniej.

FB pojawił sie chwilkę temu. Wcześniej był profil na Myspace, ale ten jest już chyba martwy, ale tam jeszcze można posłuchać „Strachness”, który to chłopaki nagrywali mają 13-15 lat:). Walka o fanów na FB? Yyyyyyyyyyyyy… Jak ktoś kupi naszą płytę, odnajdzie na yt jakiś wałek, posłucha u kogoś i mu się spodoba – zapraszamy. Nie jesteśmy jakoś wybitnie aktywni na tym polu. Nasz profil służy tylko po to, aby wrzucać linki do recek, wywiadów (popraw ewentualne błędy, bo cholera wrzucimy i te kilka osób, które nas „lubią”, będą Ci te błędy wytykać palcami:)), czy też informacji o koncertach lub też jakiejś naprawdę istotnej informacji. Ostatnio się tam dzieje troszkę więcej, bo promocja ruszyła, ale nie są to jakieś codzienne  wpisy, aktualizacje itp. Nie informujemy co chwilę o jakichś rewelacjach w stylu „Przewieźliśmy sprzęt do salki”, „Zobaczcie, jak wygląda studio, w którym będziemy nagrywać”. Profil jest bardzo skromny pod każdym możliwym kątem:).

 

Z tego, co piszecie w swoim materiale promocyjnym, średnia wieku w zespole już jakiś czas temu przekroczyła 30 wiosen. Co powoduje, że wciąż chce się Wam bawić w ten hałas? 

Kilka powodów: radość z grania, możliwość wyładowania się, zrzucenia smrodu z całego dnia, regeneracja duchowa, że tak pompatycznie pojadę:). Catharsis jak nic!:) Zapytaj mojej żony, z jakim rogalem na twarzy wracam z próby. Z jakim rogalem, ale też jaki ściorany. Pot leje się strumieniami:). Pełnia duchowego szczęścia:). Dlatego właśnie gramy… chyba, że o czymś nie wiem i reszta chce być sławna i bogata:).


Bardzo podoba mi się wymowa Waszych tekstów. Pytanie standardowe, ale je zadam – jakie są inspiracje do ich tworzenia? Czy zdarza się, że kiedy zwracacie się do kogoś w kawałku, to jest to tekst w kierunku konkretnego adresata czy raczej można te liryki uogólnić i pozostawić do szerszej interpretacji?

Inspiracje masz przed lustrem, stojąc tam sam,  lub też z bliskimi osobami. Masz je też za oknem, a jak wychodzą na nudną stronę, to odpal TV. W sumie podałem Ci wszystkie możliwe źródła, które w jakiś sposób inspirują do tego wszystkiego, co na płycie się dzieje i to nie tylko pod kątem tekstowym. Adresaci? Oczywiście, każdy może sobie takiego adresata znaleźć, jednakże te kawałki nie były pisane ad personam… Ponadto, więcej jest jednak tekstów mówiących o jednostce, w sensie „o sobie” lub „dla Ciebie”, jeśli mnie rozumiesz… choć mogę założyć, że np. „Nie słyszę prawdy” mógł być „inspirowany” pewną personą, ale słychać na płycie którą, więc nie będę tutaj pisał namiarów na tego typa:).

Wasza liryczna twórczość nie koncentruje się tylko na negatywnych stronach życia, ale zawiera też pewną dozę pozytywnego przekazu. Dla przykładu „W Moich Rękach” jest typowo motywacyjnym kawałkiem namawiającym do konsekwentnej walki o swoje, a „Przebudzenie” traktuje  w największym uproszczeniu o wzajemnej pomocy. Co sądzicie zatem o sprowadzaniu przez niektóre kapele całego swojego przekazu do twierdzeń, że „ludzie to gówno” i nic się z tym nie da zrobić?

A czy motywowanie kogoś nie jest z jednej strony wynikiem negatywnych stron życia? Motywacja nie byłaby potrzebna, gdyby życie miało tylko pozytywne strony. A tak nie jest. W dużej mierze przez to, że „ludzie to gówno”:). No i masz zgrabną odpowiedź:). A tak poważniej… Jak sam napisałeś, chodzi o walkę, tudzież o siłę do walki. Różne gówniane sytuacje każdego spotykają w życiu. Poddawać się im? No bez jaj. A ja?! Moje jestestwo?! To jest najważniejsze, a takie sytuacje powinny tylko dodawać sił. Stąd min. cytat z Nietzsche’go w tekście. O to trzeba walczyć. O tym jest „W Moich Rękach”. „Przebudzenie” to trochę inna historia, bardziej mówiąca o traktowaniu jednego człowieka przez drugiego, o traktowaniu tego słabszego przez silniejszego. Silniejszego przez prawo, politykę, chęć zysku/wyzysku, pieniądz, ewentualnie chęć jego zdobycia. To wszystko masz na porządku dziennym w niektórych państwach, korporacjach itd. To jest kawałek, który możesz odnieść do wielu miejsc i wielu zdarzeń. Wielu ludzi zapomniało, co to człowieczeństwo. Twierdzenie, że „ludzie to gówno” i to, że nic się z tym nie da zrobić zostawiam leśnym norweskim mizantropom:).

Nie myśleliście nigdy, żeby wykorzystać anglojęzyczne teksty? Moim zdaniem po polsku dużo trudniej jest napisać tekst, który będzie zgrabny, trafny i przy tym nieinfantylny. Wam to się udaje, ale może wraz z angielskimi tekstami zyskalibyście słuchaczy poza granicami kraju?

E tam… sam mam w domu płyty kapel np. szwedzkich, które dają radę w ojczystym języku:). Jakoś ktoś chyba kiedyś rzucił pomysł, aby powydzierać się trochę po angielsku, ale było to tak dawno, że nie pamiętam nawet kiedy. Moooooże kiedyś, ale póki co, nie ma takiej potrzeby. Tak jak wspomniałem wcześniej… nie ma ciśnienia na robienia szeroko pojętej kariery. Ponadto, język polski jest o wiele ciekawszy niźli angielski… chociaż jakiś czas temu nauczyłem się nie używać słów „nigdy” i „zawsze”. Na nowej płycie będą za to prawdopodobnie dwa kawałki obcojęzyczne, ale nie będzie to angielski:).

Gracie już szmat czasu. Początki Bottom datuje się na 1995 r. Można Was zatem nazwać już niezłymi wyjadaczami J. Chciałem w związku z tym spytać, pod jakimi względami Waszym zdaniem zmieniła się rodzima scena? Co można zaliczyć do zmian in plus, a co do tych negatywnych?

Jedyne co mogę powiedzieć, to to samo, co mówią Ci, którzy wykluli się tak jak ja w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wiadomo, kwestia Internetu… łatwy dostęp do muzy (+) przełożył się na koncertowe lenistwo (-), przełożył się na ogólny spadek jakości słuchacza w dodatku (-). Mnie też to dotknęło przez pewien czas. Teraz jest dostęp do miliona kapel (+). Ten milion kapel i ja słuchałem, tudzież przesłuchiwałem. Ileż tam było kup?!! (-)… ale i perełki się wyrwało (+). Teraz bazuję bardziej na poleceniach niż własnym wyszukiwaniu. Brak czasu i zbyt duże ryzyko na trafienie znowu na kupę, spowodowały, iż takie rozwiązanie jest lepsze. Co nie zmienia faktu, że cieszy jeden fakt. To, że w naszym kraju jest tak dużo ludzi, którzy chcą grać i to robią. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale są, trwają, walczą. Dla mnie to pozytyw jak najbardziej.

Na które z dzisiejszych rodzimych zespołów najbardziej zwracacie uwagę? Może macie jakieś swoje niedawne odkrycia czy może raczej bazujecie na sprawdzonych załogach? :)

Staram się być na bieżąco, aczkolwiek często łapie się na tym, że i tak mnóstwo ciekawych rzeczy jakoś mi umyka. Z nowości, czy to pod kątem nowej płyty, czy też nowej załogi muszę wymienić Dead Goats, Parricide, Thaw, Belzebong. Mimo iż praktycznie nie słucham takiej muzy, którą grają Ci ostatni, tak ich materiał mnie urzekł:). Do tego dorzuciłbym jeszcze Masachist, Depopulate. Mam nadzieję, że w tym roku będę w ręku dzierżył nowe Ass To Mouth, Infatuation Of Death, Ulcer Uterus. Wszystkie nagrane, a leżą w kącie. Czekam też z utęsknieniem na nową Lux Occultę. Z innej beczki z kolei, czekam na kolejną płytę Whitmana i pierwszą Mordyngi. Kurcze, długo tak jeszcze mógłbym…

Zarzekacie się, że na następnym materiale będzie jeszcze mniej pierwiastka HC. Zatem w którą stronę zamierzacie podążyć? Więcej grindcore`a? :)

Ja go już mało słyszę na samej „Maszkaradzie”, ale ja nie jestem obiektywny. Nowy materiał, a jest już praktycznie skończony pod względem komponowania, jest na pewno inaczej zaaranżowany, szybszy i chyba brutalniejszy w swojej wymowie dźwiękowej. Tekstowo, min. dzięki zasileniu Bottom przez Ojca, który napisał kilka tekstów, jest czasem mniej poważnie:). Czy więcej grindu? Hm… pogadamy pod koniec roku, jak będziesz recenzował… (dobrze, że nie powiedziałem, którego roku:))

 


0 komentarzy kwiecio